Centrum edukacyjne dla młodzieży Centrum wolontariatu Centrum szkoleniowo doradcze Hotel Silesius Publico bono
 

2005-09

Pomagać, przeciwdziałać, działać

Pomagać, przeciwdziałać, działać - czyli trochę o ładzie społecznym w Polsce i w Niemczech.
Helfen, entgegenwirken, hendeln.

Zapraszamy do przeczytania relacji z projektu, który wydarzył się w Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa między 17 a 23 września 2005. Relację na dwa głosy przygotowali uczestnicy spotkania Ewa Pendzińska i Bartłomiej Nowakowski.


Bartek: Mhhm. Mamy zdać sprawozdanie, tak... Ale od czego i jak by tu zacząć?

Ewa: To może ja - chciałam powiedzieć, że ogólnie bardzo mi się podobało. Miałam okazję poznać interesujących ludzi, ale i dowiedzieć się czegoś ciekaw...

Bartek: Przepraszam, że przerywam, ale to całkiem nie tak.. Musimy zacząć zgodnie z obowiązującą i z góry ustaloną formą. Mówiąc inaczej: od nudnych konkretów...

Ewa: Ale...

Bartek: Zaufaj mi, tak będzie lepiej. A więc seminarium miało miejsce w Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa. Jest to jezuickie centrum edukacyjno - wychowawcze.

Ewa: No, niech Ci będzie. Seminarium to miało temat "Pomagać, przeciwdziałać, działać czyli trochę o ładzie społecznym w Polsce i w Niemczech". Trwało od 18.09. do ...

Bartek: 22 września 2005 roku. Organizatorami ze strony niemieckiej była Katholische Stiftungsfachhochschule z Monachium. Dofinansowanie zapewniła Polsko ? Niemiecka Współpraca Młodzieży, nie jestem pewny, ale to zapewne jakaś fundacja...

Ewa: No, ja też nie wiem, ale nieważne...

Bartek: Racja, luzik..

Ewa: Właśnie, ale nie przeszkadzaj. Wzięli w nim udział studenci z wymienionej już szkoły z Monachium oraz ze szkoły dla pedagogów socjalnych z Kiel. Ze strony polskiej byli to studenci germanistyki, historii, a także słuchacze Kolegium Nauczycielskiego oraz SPPSS z ulicy Hubskiej.

Bartek: To właśnie my..

Ewa: Mhm..

Bartek: Sorki...

Ewa: Na czym to ja stanęłam? Aha - ogólnie w seminarium uczestniczyło, o ile pamięć mnie nie myli, 10 osób z Polski i 28 z Niemiec. W ramach tego spotkania mieliśmy okazję wziąć udział we wspólnych, bardzo ciekawych i pouczających warsztatach. Dzięki nim mogliśmy wymienić się doświadczeniami, dowiedzieć się jak wygląda ogólnie rozumiana działalność pomocowa u naszych sąsiadów, a także nawiązać zwykłe, przyjacielskie kontakty z niemieckimi studentami... Prócz tego odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, związanych oczywiście z tematem tego seminarium. ja najbardziej zapamiętałam Schronisko dla Mężczyzn im. Św. Brata Alberta, gdzie zostaliśmy bardzo miło i ciepło przyjęci. Jakby tego było mało organizatorzy zaprosili także interesujących gości, którzy opowiadali nam o swej pracy i doświadczeniach związanych z - ogólnie mówiąc - pomaganiu innym. Na uwagę, przynajmniej moim zdaniem, zasługuje tu zwłaszcza spotkanie z tzw. streetworkerem, pracującym na Dworcu Głównym PKP. Nie mogę nie wspomnieć tu jeszcze o 1 - dniowym wyjeździe do Krakowa. Myślę, że wszystkim sprawiło to dużo przyjemności.

Bartek: No brawo.. Cóż za piękny popis zdolności oratorskich. Jestem pod wrażeniem.

Ewa: Ej, spadaj.

Bartek: Spoko, spoko.. Wracając do tematu - muszę się całkowicie zgodzić z moją przedmówczynią. A skoro mówimy o pozytywnych stronach tego spotkania to należy jeszcze podkreślić przygotowanie techniczne i niesamowite wręcz zaangażowanie organizatorów. Ukłon w stronę Asi Marzec i Piotrka Gardyńskiego. Prócz samego przygotowania i prowadzenia seminarium podjęli się jeszcze pomagania uczestnikom w przełamywaniu barier językowych. Zazwyczaj sprowadzało się to tłumaczenia "na żywca"..

Ewa: Mówi się symultanicznego..

Bartek: Egal... Tak czy siak to bardzo trudna sprawa - podobno organizm takich tłumaczy przeżywa stres porównywalny do tego, jaki maja piloci samolotów z tzw. "ładunkiem strategicznym"...

Ewa: Mhm...

Bartek: No co?

Ewa: Odbiegasz od tematu...

Bartek: Mówi się abstrahujesz... Skoro powiedzieliśmy o plusach, siłą rzeczy trzeba przejść do minusów. Na szczęście takowych albo nie było wcale, albo były bardzo nieznaczne...

Ewa: Mnie najbardziej nie podobało się to, że po trzech dniach strasznie się rozchorowałam. Ciągle bolała mnie głowa i do tego fatalnie wychodziłam na zdjęciach...

Bartek: To rzeczywiście tragiczne... Ja natomiast miałem jedynie zastrzeżenia do planu dnia - śniadanie zazwyczaj było około albo nawet przed 8:00 i zazwyczaj je przesypiałem...

Ewa: Fakt - pamiętam. Zjawiałeś się na czas dopiero wtedy, gdy twój współlokator zaczął cię budzić...

Bartek: Co nie zawsze mu się udawało.

Ewa: No, to chyba już wszystko. Czy może chciałbyś jeszcze coś dodać?

Bartek: Tylko tyle, że takie seminaria to bardzo fajna sprawa i polecam je wszystkim, którzy mają możliwość wzięcia w nich udziału. Oki - to by było na tyle...



Drukuj